Kurs AFF

"Moja droga w AFF


Po zajebistym uczuciu jakie mi towarzyszyło podczas  skoku w tandemie pomyślałam, że ja jednak spróbuję co to jest to AFF. Pomyślałam, że zapewne jest to jeszcze fajniejsze  przeżycie niż skok w tandemie. Już po 2 tygodniach poszłam wykonać badania i zapisałam się na kurs AFF. No i zaczęło się.

 

Szkolenie teoretyczne nie wyglądało tak różowo jak się spodziewałam. Sytuacje awaryjne  wystarczyły aby spowodować wielki strach w oczach - co to będzie? Jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć  S - czyli skoczyć.
Pierwszy skok AFF z dwoma Instruktorami. Wielkie oszołomienie przy wyjściu z samolotu ale było tak jak myślałam: jeszcze fajniej niż w tandemie!
Do tego własny spadak na plecach i to uczucie po otwarciu spadochronu, ach nie do opisania!
I jak to mówi mój Instruktor: Grzegorz Iwan Kucharczyk „sanki ruszyły”…
A osobowość Iwana miała tu duże znaczenie podczas szkolenia AFF, ponieważ  jest to Instruktor, któremu od razu zaufałam. W sumie nie wiem dlaczego Intuicja? Może tak, ale przecież go nie znałam…tylko o nim słyszałam.
Drugi skok jeszcze raz z dwoma Instruktorami. Dużo fajniej bo zaczynam coś widzieć i reagować na sygnały. I ten sygnał Iwana do drugiego Instruktora  „sylwetka prawidłowa” (widziałam to na filmie)
Wow, wow myślę  sobie jest super ”przecież jestem sprawna, uprawiam sztuki walki, powinno pójść sprawnie i szybko”.
Po wylądowaniu ocena skoku przez Iwana. Zapada decyzja - trzeci skok z jednym Instruktorem (sobie myślę - coraz lepiej)
Trzeci skok – omówione na ziemi zadania jakie mam wykonać w powietrzu (dla mnie to fraszka…przecież ja umiem wykonywać zadania od …do) zaznaczam, że przy tym skoku nie było Iwana.
Wyjście z samolotu jeden na jeden, wszystko dobrze do momentu, kiedy zostałam puszczona. No i się zaczęło, OBROTY góra ,dół - ja pierdziele nie mogę tego powstrzymać…co się dzieje! Instruktor dostał kopa ode mnie jak się obracałam i nie może mnie złapać!....o kur…już po mnie…nie wiem co się dzieje!!...drugi kop ,trzeci kop …ufff złapał mnie…hura jestem uratowana!...koniec ćwiczeń…trzeba otworzyć spadochron…adrenalina na najwyższym poziomie, ręce  mi się trzęsą nie mogę trafić na pilocik…o kur…ok pomógł mi Instruktor…otworzył się spadochron…Jezu żyję!...jeszcze tylko lądowanie…..udało się wylądować przy dużym wietrze (szok…mam tego dosyć….co ja tu robię!!)…jadę do domu.
A w domu MEGA wirus w głowie. Już słyszałam od kogoś, że po trzecim skoku zrezygnował. Natłok myśli, walka z samym sobą. Co tu robić? Przecież to jest fajne, ale mogło mnie tu już nie być. Muszę pogadać o tym z osobą której zaufałam w tym sporcie (z Iwanem)
No i pogadałam…i usłyszałam to co chciałam - że mam przyjechać na lotnisko i na miejscu oceni mój stan psychiczny i zrobimy skok odwirusowujacy.
Ale ja się strasznie boję!...i wtedy usłyszałam coś ważnego od Iwana że to wszystko zależy ode mnie jak nazwę ten stan. Mogę go nazwać strachem, ale mogę go też nazwać ekscytacją, albo inaczej, tak jak chcę. Postanowiłam więc, że go nazwę: budującą adrenaliną….o i od razu lepiej.
Dobra jadę na to lotnisko, ale nie sama. Zabieram ze sobą swoich przyjaciół - z nimi będzie mi raźniej.
OK jestem …”jak teraz nie skoczę to już nie będę skakać. Takiego mam wirucha w głowie.
Jest Iwan, jest pogoda, jest miejsce w samolocie, idziemy do samolotu a mój żołądek ściśnięty na maxa. Oczy otwarte szeroko ze strachu! No ale to nie miał być strach!
Lecimy na 4000, przy 3500 wszyscy się poprawiają i Skuter krzyczy „2 minuty!” i znowu „co ja tu robię???” …roleta do góry!...ready, set...i wyskoczyłam…go!...nie.. nie wyskoczyłam - zostałam pewnym ruchem wyrwana ze środka !;) Wow, znowu jest fajnie i znowu to miłe uczucie i ”banan na gębie” - wirus został wypędzony! Będę skakać dalej!  Dzięki Iwan!Jedno jest pewne tylko z tym Instruktorem będę skakać, taka mówi moja intuicja, taki mam charakter! (ponoć skomplikowany)
Następne skoki jeszcze w Polsce w Gryźlinach, ze skoku na skok progres, za każdym razem kiedy przyjadę na lotnisko i kiedy jest pogoda. Za każdym razem kiedy chcę mogę skoczyć - takiego mam farta! Niestety nie mogę opanować wyjścia na strugi i tych obrotów a już myślałam że dam radę.
I znowu rozmowa z Iwanem, i znowu usłyszałam coś istotnego „że każdy ma swój czas”, ”że nie muszę tego robić już i teraz” „mogę to zrobić kiedy będę chciała” „nikt  mi nic nie każe”. Usłyszałam też, że czas abym się wreszcie ogarnęła i pomyślała o tych „dziesiątkach złotych” wylatujących mi za każdą sekundą z tyłka podczas skoku. Tak, to  zdecydowanie działa na wyobraźnię.
No to pomyślałam i w 10 skoku wyszłam z samolotu znowu jak ta dupa, dupą w dół. Ale co tam ,wygięcie i jest ok, już umiem hamować obroty, ale czemu znowu mnie łapie? Może coś nie tak?
Nie zaliczyłam AFF w Polsce Co prawda zostało trochę czasu, ale z przyczyn technicznych w Polsce się nie udało.
Decyzja zapadła, jadę do Hiszpanii i ma swój cel: skończyć AFF i odpocząć.
Wszystko załatwione, lecimy. Pojawia się lekki niepokój - jak to będzie po przerwie? Przecież nie skakałam od trzech miesięcy. Rozmawiam ze skoczkami a oni mają podobne odczucia. Uff,  ulżyło mi trochę.

Hiszpania –Benicassim
Jak tu pięknie! Słońce i cudny widok z okna na morze! Wow, żyć nie umierać.
Ekipa ludzi  ta sama co w Polsce. Czuję się jak u siebie (lubię tych ludzi, są różni ale łączy ich jedna i ta sama pasja)
Ula z Iwanem są świetnie zorganizowani kulinarnie i organizacyjnie (ale o tym później)
Wyjazd na strefę. O, będzie się działo. Znowu to samo, znane mi z Polski uczucie w żołądku. Po drodze setki pytań do Iwana, miedzy innymi:
a czy aby pogoda jest dobra? (no jest - świeci słońce)
a może za bardzo wieje? (tak sobie myślę, oby wiało!) nie, wszystko wskazuje że jest ok
ale czy ja jeszcze nie muszę więcej poćwiczyć? (to poćwiczysz, zdążysz)
Dojeżdżamy. Wszyscy w blokach startowych.I nagle słyszę Iwana: ”Monika wykrakałaś!” Ale co? Wieje do morza (a jak wieje do morza to nie można skakać!). Ufff udało mi się, mam czas na oswojenie się i poćwiczenie.
Następnego dnia wszystko jest już dobre: i wiatr, i morze. Niewątpliwie będzie skakane.
Na strefie nie zdążyłam się obejrzeć a już zostałam zaplanowana do skoku z Iwanem. Zadania: wyjście w kontakcie (ulżyło mi), zrobić obroty, symulacja, otworzyć spadochron i lądowanie z radiem (jeszcze raz mi ulżyło!). Zadania w powietrzu wykonane ale lądowanie nie do końca gdyż nie usłyszałam na ostatnich metrach Czestera.
W tym samym dniu  drugi skok a w nim: wyjście samodzielne. Ready, set...i zablokowana! Go - a ja w samolocie! Muszę się wziąć w garść! Jeszcze raz i na „go” wyleciałam. Kompletny paraliż, nogi proste. Masakra..Czuję ”chapnięcie” przez Iwana i od razu dobra sylwetka, kiedy ja to opanuję!
Kolejny dzień na strefie, dotarł drugi student na wykończenie AFF a ja mam zakwasy po ostatnich skokach i bolą mnie plecy (obawiam się że po wyjściu nie dam rady, że to  spierdzielę) więc chodzę, kombinuję. Dobra powiem Iwanowi (ale on doskonale już widzi, że coś knuję) więc mówię co mi dolega….sprawdził i wydał diagnozę że mogę skakać (a moja intuicja mi podpowiada, że nie dziś!)
Już jestem wpisana na skok – stwierdzam że się zamienię, niech leci kolega. No i poleciał a ja nie! (czy ty samym zapisałam się do klubu „unikamyskoków.pl?) Mam nadzieję że nie!
Ponieważ w następnych dniach uniemożliwione było skakanie przez wiatr do morza, poukładało mi się w głowie co nieco.
Już prawie dobiega koniec wyjazdu a końca AFF nie widać. Może ja się do tego nie nadaję? Może to sport nie dla mnie? Przecież nie muszę się nadawać do wszystkiego.
Ale jak to Iwan mówi: albo się wkurwisz i to zrobisz, albo będziesz się tak pierdzielić!
Tuż przed moim wylotem poleciał kolega, któremu wcześniej ustąpiłam miejsca i zaliczył AFF a ja zamiast się cieszyć to się wkurzyłam że sama jestem taka tępa!
I polecieliśmy w górę, przez cały lot myślałam: jak teraz nie zliczę to koniec i zaliczyłam.
Dotarło to do mnie dopiero jak wróciłam do Polski, ”że jednak to zrobiłam” choć droga nie była krótka. Ale najważniejsza w tym sporcie i w innych  dziedzinach z którymi miałam do czynienia do tej pory jest  osobowość Instruktora
I przypuszczam, że gdybym na swojej drodze trafiła na inną osobę i inną Atmosferę to pewnie bym tego nie dokonała, gdyż zabrakło by tego impulsu i tej energii.
Natomiast Iwan ma taką osobowość, która przyciąga ludzi. Posiada niebywale pozytywną energię, którą się czuje na ziemi i w powietrzu.
Iwan - Dziękuję i chcę się dalej u Ciebie szkolić.

 

Monika Szachno"